W mrocznym świecie Dextera

Postanowiłam zacząć od recenzji "Dextera". Jest to serial kręcony w latach 2006-2013 (8 sezonów), kontynuowany w 2020 roku pod osobnym tytułem "Dexter New Blood" (1 sezon). 

Dexter Morgan jest analitykiem specjalizującym się w badaniu śladów krwi w miejscach zbrodni. To pracownik wydziału zabójstw policji w Miami. Osoba zajmująca tak odpowiedzialne stanowisko, powinna być godna zaufania, mieć nieposzlakowaną opinię i rozbudowany kodeks moralny.

Dexter ma kodeks - "Kodeks Harrego". Jego ojczym - Harry - odkrył mordercze żądze syna i postanowił odrobinę przystosować go społecznie. Wpoił mu zbiór zasad pomagających panować nad swoimi zapędami. Dexter czuje niepohamowaną chęć zabijania, ale nigdy nie krzywdzi przypadkowych ofiar. Zawsze wybiera morderców, którym udało się uciec przed wymiarem sprawiedliwości. Dzięki znajomości policyjnych procedur, wypracował rytuał, który skutecznie pozwala mu pozostać nieuchwytnym. 

I tutaj mam pierwszy zgrzyt... Coś słaby ten amerykański wymiar sprawiedliwości, skoro w Miami (460 tys. mieszkańców) Dexter nie ma czasu na nudę. Chyba, że scenarzyści mieli na myśli całą metropolię Miami (ponad 6 ml mieszkańców), to zwracam część honoru - przy takiej liczbie mieszkańców na pewno można znaleźć kilku przestępców, którym udało się uniknąć kary (ale na pewno nie tylu, ilu znajdziemy w trakcie dziewięciu sezonów serialu). 

W trakcie całego serialu znajdziemy o wiele więcej zgrzytów, totalnie bezsensownych zbiegów okoliczności, głupot które robi Dexter oraz jawnych odstępstw od kodeksu Harrego.Choć sezony są nierówne, niektóre wątki nieznośnie rozwleczone, to w ogólnym rozrachunku serial wypada przyzwoicie. Jeśli macie 94 wolne godziny, siadajcie przed telewizorami.

Uwaga spoiler - jeśli jesteś w trakcie oglądania i nie chcesz sobie psuć zabawy, nie czytaj dalej.

Wspomniałam o wielu zgrzytach i głupich decyzjach. Omówmy je. 

Po pierwsze - pracownik wydziału zabójstw - analityk kryminalistyczny - specjalizujący się w badaniu śladów krwi i próbek DNA przechowuje w swoim domu pudełko ze szkiełkami, na których znajdują się próbki krwi wszystkich jego ofiar. No proszę Was... Większej głupoty Dexter zrobić nie może. Nie wspominając o przechowywanych w mieszkaniu nożach, piłach itp narzędziach, których nazw nie znam. Nawet wtedy, gdy mieszkała u niego jego siostra Debra - detektyw tego samego wydziału.

Kolejna głupota, a do tego odstępstwo od kodeksu - zabawa z Trójkowym, która ostatecznie skończyła się tragicznie dla żony Dextera. Kodeks każe dążyć do tego, aby nie zostać schwytanym, a zaprzyjaźnianie się z seryjnym mordercą i jego rodziną (która później zostaje świadkami w sprawie) raczej do mądrych i ostrożnych decyzji nie należy. Gdyby Dexter od razu zabił Trójkowego, albo przynajmniej nie uratował my życia, kiedy ten próbował popełnić samobójstwo, Rita wciąż by żyła.

Nie można zapomnieć o zaprzyjaźnieniu się z Zastępcą Prokuratora Okręgowego - Miguelem Prado i pokazaniu mu swoich zabójczych umiejętności, a nawet popełnieniu wspólnego morderstwa. No dajcie spokój... Tutaj dodatkowo kolejny zgrzyt - czy Miguel nie skojarzyłby, że Dexter jest wprawnym mordercą, a nie tak dawno temu poszukiwano Rzeźnika z Zatoki, który jak ujawniono podczas śledztwa był członkiem zespołu wydziału zabójstw (co prawda teoretycznie znaleziono mordercę i cała wina spadła na sierżanta Doakesa - ale nawet zamkniętą sprawę można ponownie otworzyć).

Skoro jesteśmy przy Doakesie - jedna z zasad kodeksu brzmi nie krzywdź niewinnych. Wrobienie kolegi z pracy w serię brutalnych morderstw nie wygląda mi na przestrzeganie tej zasady. Jasne - w tym przypadku chyba nadrzędna stała się zasada "nie daj się złapać", a przecież to sierżant Doakes odkrył, kto jest prawdziwym Rzeźnikiem z Zatoki.

I mamy tu kolejny zgrzyt. Doakes znalazł szkiełka w domu Dextera - może i nielegalnie, bo bez nakazu. Ale myślę że gdyby zaniósł je do wydziału zabójstw, a nie wyjeżdżał za granicę badać je w jakimś podejrzanym laboratorium, jego losy potoczyłyby się inaczej. Szczególnie, że jego przyjaciółka - Maria LaGuerta - kapitan wydziału zabójstw - była także jego przyjaciółką i nigdy nie uwierzyła w jego winę. Ona na pewno pomogłaby mu przy dyskretnym badaniu próbek, gdyby podzielił się z nią swoim odkryciem.

Głupotą było zgubienie zwłok. Ale skoro się znalazły, to możemy wybaczyć to drobne niedopatrzenie Dexterowi.

Używanie do przewożenia zwłok samochodów wypożyczonych z parkingu policyjnego, do którego mieli dostęp tylko pracownicy policji także nie należało do najmądrzejszych - w razie wpadki (która zresztą miała miejsce) bardzo zawęża to krąg podejrzanych.

Kolejnym, dość poważnym zgrzytem jest fakt, że gdy dowiedziano się o istnieniu seryjnego mordercy w Miami (nazwanego później Rzeźnikiem z Zatoki - tak mowa o Dexterze, ale wtedy tylko on o tym wiedział), i ustaleniu że jest to pracownik Wydziału Zabójstw (właśnie dzięki używaniu auta z policyjnego parkingu), nikomu nie przyszło do głowy sprawdzenie, kto poszukiwał informacji na temat ofiar w policyjnej bazie danych. 

I tu dochodzimy do kolejnej głupoty - Dexter korzystał z bazy danych do wyszukiwania swoich ofiar i informacji o nich. Mam dziwne przeczucie, że żeby skorzystać z takiej bazy trzeba się do niej zalogować, żeby się zalogować trzeba mieć konto... Myślę, że wiecie do czego zmierzam. Wydaje mi się, że bez trudu można wyśledzić z czyjego konta sprawdzano wszystkie ofiary.

Jak widzicie głupot i zgrzytów jest co niemiara, a doszliśmy dopiero do czwartego sezonu. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o głupich wpadkach Dextera, zachęcam do obejrzenia całego serialu.

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wprowadzenie

True crime na ekranie - historia Jeffreya Dahmera